Einai
Tadeusz Bartoś

Rozważania biblijne

Grudzień 2005

grudzień 2005

J, 6-28
Pojawił się człowiek posłany przez Boga - Jan mu było na imię. 7Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. 8Nie był on światłością, lecz [posłanym], aby zaświadczyć o światłości. 19Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: "Kto ty jesteś?", 20on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: "Ja nie jestem Mesjaszem". 21Zapytali go: "Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem?" Odrzekł: "Nie jestem". "Czy ty jesteś prorokiem?" Odparł: "Nie!" 22Powiedzieli mu więc: "Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie?" 23Odpowiedział: "Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak powiedział prorok Izajasz". 24A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. 25I zadawali mu pytania, mówiąc do niego: "Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem?" 26Jan im tak odpowiedział: "Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, 27który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała". 28Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu.

Kim jest Jan Chrzciciel? Wiele razy postawiono w Piśmie Świętym przy różnych okazjach to pytanie. Jakie było jego znaczenie, co chciał obwieścić światu. To wszystko pozostawało niejasne. Jakby był człowiekiem bez imienia. W tekście dziś przeczytanym mówi, że nie jest Eliaszem, ale w innym miejscu Ewangelii Jezus mówi, że Eliasz już przyszedł i jest nim właśnie on Jan.

Mamy sprzeczne wypowiedzi, dużo niejasności i sam Chrzciciel nam nie pomaga w wyjaśnieniu swej roli.

Zaprzecza wszystkiemu, nie jest Mesjaszem, nie jest Eliaszem, ale nie jest także prorokiem. Choć znów gdzie indziej w Ewangelii przeczytamy, że jest prorokiem, największym ze wszystkich proroków.

Jeśli jednak ten największy z proroków mówi o sobie, że nie jest prorokiem to kim on jest?

Człowiek bez imienia, bez postaci, bez funkcji przypisanej w społeczeństwie, bez miejsca ustalonego na ziemi. Budzi niepokój taki człowiek, bo nikt nie wie co o nim myśleć, jakie są jego zamiary, czego w gruncie rzeczy pragnie.

Zapytywany wiele razy w końcu odpowiada kim jest. I znów nie bardzo robi się jaśniej po usłyszeniu odpowiedzi: cytuje fragment Pisma Świętego. Nie dowiadujemy się ponownie kim on jest. Słyszymy słowa: "Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak powiedział prorok Izajasz".

Jest więc Jan głosem wołającego na pustyni. Głos bez oblicza, bez kształtu. Głos, nawet nie słowo, tylko głos, który wzywa, woła, chce być usłyszany. Jedynie głos mówi, kim jest Jan.

Wyobraźmy sobie pustynię i dochodzący z niej głos osoby, której nie widać, ukrytej. To głos z pustyni. Ta metafora ma przybliżyć nam sens misji Jana. Pustynia to miejsce w którym zmieniają się reguły życia. Miejsce obce, nieznane. Pustynia ze swoimi bezdrożami jest miejscem przebywania Boga, jest metaforą domu Boga. Bóg ukryty jest niedostępny jak niedostępne są bezdroża pustyni.

I z tego miejsca, tak ambiwalentnego, miejsca fascynującego i przerażającego zarazem dobiega głos. Tym głosem jest Jan. On woła "Prostujcie drogę Pańską".

Oto z pustyni rozlega się głos wołający, że Bóg przychodzi do człowieka. Inny niż wszystko, z boskiego świata, którego symbolem jest pustynia, przyjść ma Ten, któremu Jan, jak mówi, nie jest godzien odwiązać rzemyka u sandała.

Co ciekawsze, mówi Chrzciciel, On już przyszedł: ?Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie?. Głos woła, krzyczy, zwraca uwagę. To głos Jana. Nawołuje, by zauważyć, że Bóg już jest pośród nich. Nie widzą Go i nie znają. A On już przyszedł dawno.

To obraz, metafora tajemnicy Bożej obecności: On już jest, a my go nie znamy. Nie widzimy tego, który jest najpełniej wśród nas. Dlatego właśnie Go nie widzimy. Potrzeba głosu, głosu wołającego z pustyni, że On przyszedł i jest już wśród nas.

Odkrywanie obecności Boga w świecie to chyba najtrudniejsze zadanie dla człowieka. Choć bowiem jest On najpełniej w tym świecie obecny, nic co w tym świecie jest obecne, Bogiem nie jest. Najlepszą drogą do Boga ? mówili teologowie apofatyczni, tacy jak Pseudo-Dionizy Areopagita, czy Tomasz z Akwinu ?jest negacja.

Mówienie kim Bóg nie jest, najbardziej zbliża nas do Niego. Zbliża, choć przecież dalej pozostaje On ukryty. Pozostaje zagadką dla człowieka i wezwaniem na całe życie.

On bowiem jest naszą obietnicą, tym czego się spodziewamy. Jak pisał Jan Ewangelista: "Ani oko nie widziało ani ucho nie słyszało jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują".

[ Top ]
© 2007 Tadeusz Bartoś. Design by Andreas Viklund.